Punkt Widzenia

Thomas Cook: co zabiło giganta? – felieton Sergiusza Pinkwarta

Dziennikarz i podróżnik Sergiusz Pinkwart w swoim biurze w Liverpoolu. Komentuje upadek biura Thomas Cook.

Dziś, o 2 w nocy, po 178 latach działalności, upadło najstarsze biuro podróży na świecie. Dlaczego Thomas Cook przechodzi do historii?

4 sierpnia 1845 roku, Thomas Cook – 37-letni misjonarz i aktywista prohibicyjny, urządził dla grona znajomych wycieczkę z Leicester do Liverpoolu. Sukces tego przedsięwzięcia ośmielił go do założenia firmy, która przez kilkanaście dekad rozrosła się do gigantycznych rozmiarów (9 tysięcy pracowników w samej Wielkiej Brytanii, 22 tysiące na całym świecie). Dziś, o drugiej nad ranem, firma ze 178-letnią tradycją ogłosiła upadłość. To oczywiście ogromny cios dla rynku turystycznego, a szczególnie dla Brytyjczyków, którzy w przededniu Brexitu i tak mają wystarczająco powodów do zmartwień. Ale dla bacznych obserwatorów trendów w turystyce ten upadek nie jest zaskoczeniem. W centralach wielkich touroperatorów, podobnych strukturą do brytyjskiego giganta, z pewnością trwają gorączkowe narady zarządów.

Bo choć na upadek Thomasa Cooka, jak na każdą katastrofę, złożyło się wiele przyczyn i błędów zarządzania, to na pierwszy plan wysuwa się jedno. Model omnipotentnego biura podróży, które sprzedaje wakacje w setkach salonów, a potem przewozi wycieczkowiczów swoimi samolotami i umieszcza we własnych hotelach – przechodzi do historii. W epoce internetu, tanich linii lotniczych, Airbnb, booking.com czy Ubera, tylko zatwardziali konserwatyści idą do biura, by kupić wczasy. XIX-wiecznego Thomasa Cooka uważa się za pioniera i wynalazcę masowej turystyki zorganizowanej. Ale na progu trzeciej dekady XXI wieku święci triumfy masowa turystyka indywidualna.

W ojczyźnie Thomasa Cooka jak grzyby po deszczu powstają agencje turystyczne, które zajmują się „szyciem na miarę” wakacji. Po kilkuminutowej rozmowie telefonicznej, za kilkadziesiąt funtów, prześlą nam gotowy plan podróży, z zaplanowanymi noclegami i punktami, które koniecznie musimy po drodze zobaczyć. Tylko nieco drożej kosztuje załatwienie za nas kupna biletów lotniczych, rezerwacji samochodu i hoteli. Gotowy pakiet biletów i voucherów dostaniemy pocztą, a podczas naszej indywidualnej wyprawy pod telefonem będzie dyżurował pracownik biura, który w razie czego wesprze nas radą. Za dodatkową opłatą, możemy przez takiego „turystycznego doradcę” zamówić sobie przewodnika w muzeum, czy w mieście, do którego jedziemy. Płaci się za informację, skontaktowanie klienta z dostawcą usługi. Jak to mówią Anglicy – nie trzeba kupować destylarni, żeby się napić whisky.

Dzisiejsi klienci też nie przypominają już tych XX-wiecznych etatowców, którzy nie mają pojęcia o świecie i wolą oddać się w ręce kompetentnego biura podróży. Zanim podejmą decyzję, sprawdzają wszystkie opcje w internecie. Porównują oferty, ceny i usługi. Wciąż jeszcze lubią duże ośrodki wczasowe i zatłoczone plaże, ale trudno już liczyć na przechodzącą z pokolenia na pokolenie wierność ofercie jednego biura. A coraz więcej pojawia się klientów epoki cyfrowej. Nie boją się sami organizować swoich wyjazdów, bookują bilety, hotele, a kierują się notkami blogerów podróżniczych i rekomendacjami Tripadvisora.

Paradoksalnie, w tych czasach XIX-wieczny przedsiębiorca Thomas Cook zapewne by sobie świetnie poradził. Ale firma, którą stworzył, i która rozrosła się do gigantycznych rozmiarów, dziś runęła pod własnym ciężarem. Bo w pogoni za monopolizowaniem rynku i maksymalizacją zysku, zapomniała o ideałach, które przyświecały jej skromnemu, bogobojnemu twórcy.

fot: Podróżnik i dziennikarz Sergiusz Pinkwart w biurze w Liverpoolu.

O autorze

Sergiusz Pinkwart

Dziennikarz, podróżnik, pisarz.
Z wykształcenia muzyk klasyczny. Był szefem działu zagranicznego w magazynach Viva!, Gala i miesięczniku PANI. Autor kilkunastu książek, m.in. „Gambia. Kraina uśmiechu”, „Cień Kilimandżaro”, „Tata reporter” dla wydawnictw National Geographic, Albatros i Akapit-Press. Współpracuje z Polskim Radiem, TVP2 i TVN24. Jest przewodnikiem po Muzeum Narodowym w Warszawie.