Kierunki

Islandia. Zostanie tylko wiatr

Zbiór rozsypanych opowieści non-fiction spiętych dość luźno legendą miejsca, o którym mało kto słyszał, a jeszcze mniej osób tam było. To nie brzmi jak przepis na bestseller. Tym bardziej warto sięgnąć po zbiór islandzkich reportaży Bereniki Lenard i Piotra Mikołajczaka Zostanie tylko wiatr.

Rozpiętość ocen, które czytelnicy wystawiają książce Zostanie tylko wiatr, robi wrażenie. Dla jednych arcydzieło 10/10. Dla innych słabe 2/10. Jestem przekonany, że to sprawa formy literackiej, żonglującej gdzieś pomiędzy Grą w klasy Cortazara, a Ulissesem Joyce’a. Na pewno nie jest to rodzaj prozy, do której jest przyzwyczajony polski czytelnik. Ale to przecież nie musi być wada – o czym świadczy imponująca sprzedaż i niemal natychmiastowy status książki „kultowej”.

O czym więc jest Zostanie tylko wiatr? Opowieścią o powolnym spełnianiu marzenia i podróży na Hornstrandir – najbardziej na północ wysunięty półwysep Fiordów Zachodnich. To miejsce, które od siedemdziesięciu lat jest niemal całkowicie opuszczone. Ale żyją potomkowie ludzi, którzy choć stamtąd uciekli, wciąż mają w duszy wolność i wiatr.

Są też twardzi i nieco staroświeccy, niepasujący do dzisiejszych czasów. Tak jak Ólafur Ragnar Grímsson – były prezydent Islandii. Rządził krajem przez pięć kadencji – 20 lat. A parę dni temu wrzucił na swojego Twittera autoironiczny post, zdjęcie w dwurzędowym garniturze, który obstalował sobie na początku pierwszej prezydenckiej kadencji w 1996 roku. Nosił ten garnitur przez cały okres prezydentury i nosi dalej. Bo po co kupować nowe rzeczy, skoro stare ciągle są w porządku? A codzienne spacery i ćwiczenia fizyczne pomagają Grímssonowi utrzymać formę.

Rozmowa z byłym prezydentem, który pochodzi z Fiordów Zachodnich, to jeden z diamentów w Zostanie tylko wiatr. Ale jest ich więcej. Bo taką właśnie konstrukcję książki wymyślili Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak. Są więc rozmowy z telewizyjnym gwiazdorem, strażakiem, rangersem, kapitanem statku i wieloma mniej lub bardziej zwykłymi ludźmi, których autorzy spotykają po drodze.

Można mieć pretensje, że zbyt mocno kryją się za swymi rozmówcami, sami pozostając w cieniu. Może dlatego, że bywają bezradni? Nie udaje im się dokończyć rozmowy, pogoda krzyżuje im plany „wizji lokalnych”, albo nie dostają urlopu, by po raz kolejny wsiąść w samochód i pojechać czterysta kilometrów na Fiordy Zachodnie. Siedzą więc w Reykjavíku, piją piątą kawę i próbują znów umówić się z kimś na wywiad o Fiordach Zachodnich.

Miłośnicy Islandii – a tych w Polsce nie brakuje, mogą być rozczarowani, bo poza Hornstrandirem niewiele się dowiemy o samych fiordach. Trudno zwiedzać tę część wyspy z książką Zostanie tylko wiatr, jako przewodnikiem. Choć muszę przyznać, że gdy nocowaliśmy we Flateyri i akurat czytałem historię zasypania tej miejscowości przez górską lawinę, to miałem dreszcze…

Najmocniejszą stroną Zostanie tylko wiatr jest niespieszna narracja. Musimy poskromić swoje nawyki i przyzwyczajenia. To nie jest książka, którą się „łyka”. Ją trzeba smakować, jak filtrowaną „kaffi” na stacji benzynowej N1, tuż przed wjazdem na Fiordy Zachodnie. Poszczególne zdania wolno przybliżają nas do celu i doskonale oddają nieco nieufny charakter Islandczyków z północno-zachodnich rubieży. Pewno niewielu z nas będzie miało okazję wybrać się osobiście na Hornstrandir, podglądać lisy polarne. Ale czytając książkę Bereniki i Piotra poczułem przenikliwy, pachnący oceanem i lodem, islandzki wiatr.

Zostanie tylko wiatr
Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak
Wydawnictwo Czarne

O autorze

Sergiusz Pinkwart

Dziennikarz, podróżnik, pisarz.
Z wykształcenia muzyk klasyczny. Był szefem działu zagranicznego w magazynach Viva!, Gala i miesięczniku PANI. Autor kilkunastu książek, m.in. „Gambia. Kraina uśmiechu”, „Cień Kilimandżaro”, „Tata reporter” dla wydawnictw National Geographic, Albatros i Akapit-Press. Współpracuje z Polskim Radiem, TVP2 i TVN24. Jest przewodnikiem po Muzeum Narodowym w Warszawie.