Strona główna » Sycylia? Bądźmy realistami

Sycylia? Bądźmy realistami

Sergiusz Pinkwart
8 minuty czytania

Od ponad dziesięciu lat jest konsulem honorowym RP na Sycylii. Na jego oczach zmieniają się Włochy, Polska i Polonia. Kim są nowi Polacy, którzy kupują tu domy? Jakie mają problemy? Czym się zajmują? Sergiusz Pinkwart rozmawia w Palermo z Davide Fariną.

Kilkupiętrowa kamienica przy bocznej uliczce, dwie przecznice od przecinającej miasto głównej arterii Via della Libertà. Na przeciwko senny bar i sklepik z regionalnymi produktami spożywczymi. Wchodzę po kilku schodkach na klatkę schodową. Na wysokim parterze, na metalowej plakietce dumnie pręży się polski orzeł. Tu, przy ulicy pisarza Edmondo de Amicisa, pod numerem 15 mieści się polski konsulat honorowy i biura radcy prawnego Davide Fariny.

Przyjmuje mnie w gabinecie, za szerokim, dębowym biurkiem, za którym stoją trzy flagi: włoska, polska i europejska. Obok mnie siada Ruggiero, syn konsula honorowego. Chłopak spędził w Polsce prawie rok studiując i podróżując po kraju, z którym jego ojciec jest związany od niemal dwóch dekad. Teraz będzie nas wspierał jako tłumacz. Rodzina to na Sycylii podstawa. Także w dyplomacji.

Read&Fly: Dom w Hiszpanii, czy we Włoszech to dla polskiej klasy średniej widoczny symbol sukcesu. Ale wiele osób, nawet niekoniecznie zamożnych, marzy o przeprowadzce na Sycylię i kupnie nieruchomości, bo tu są…

Davide Farina, konsul honorowy RP w Palermo: …domy „za jedno euro”, prawda? To pan chciał powiedzieć? Tak, widzę to bardzo wyraźnie, że na przestrzeni ostatnich lat zmienia się profil polskiego emigranta. Już nie młoda dziewczyna, tylko para ludzi w średnim wieku: adwokatów, przedsiębiorców… Tylko, raczej już bez dzieci. Nie zawsze chcą z Sycylią wiązać się na stałe. Często szukają tu drugiego domu, bo ich centrum życiowe wciąż jest w Polsce.

Wiele z tych osób naprawdę chce się osiedlić na wyspie.

To nie takie proste. Niedawno zwróciło się do mnie z prośbą o pomoc polskie małżeństwo, które kupiło piękną posiadłość pod Katanią, z zamiarem otwarcia tam pensjonatu. Wzięli polskiego architekta, przywieźli z Polski ekipę budowlaną, a gdy zaczęli kopać fundamenty, okazało się, że odkryto tam pozostałości antycznej willi i trzeba było przerwać budowę, bo wszystko się bardzo skomplikowało. Bez lokalnego adwokata i znajomości przepisów, nic nie można było zdziałać.

A wracając do słynnych „domów za jedno euro”, czy to faktycznie jeszcze się zdarza, czy raczej już legenda?

Naprawdę wielu Polaków kupiło takie domy, to nie jest mit. Ale oczywiście na jednym euro nigdy wydatki się nie kończą. To nie są domy, do których można się od razu wprowadzić. Trzeba przeprowadzić poważny remont. Jest też wiele ograniczeń i lokalnych wymagań dotyczących takiej transakcji. Znów to powiem: dobrze mieć po swojej stronie włoskiego prawnika.

Mówił Pan, że przyjeżdżają tu polscy biznesmeni. Czym się zajmują i jakie interesy robią na Sycylii? 

Polska ma tutaj wiele hitów eksportowych. Chyba najpopularniejsze są okna. Choć cenimy w ogóle produkty całego polskiego sektora budowlanego. No i meble. A także kosmetyki. Czy wie pan, że z zagranicznych marek w sycylijskich sklepach, polskie kosmetyki są na drugim miejscu po produktach z Korei Południowej? Ciekawe, że po Sycylii jeżdżą też polskie pociągi.

W drugą stronę eksportujemy do Polski głównie produkty rolne, a szczególnie wino i oliwę.

Jak Sycylijczycy widzą nas, Polaków?

Przede wszystkim coraz częściej zauważają Was na ulicach Palermo, czy Trapani. Bo bardzo wzrosła liczba polskich turystów. Ale także studentów, bo od kilku lat kwitnie program Erasmus, a wiele polskich uczelni prowadzi wymianę z uniwersytetem w Palermo.

Polskim studentom spodobała się Sycylia?

Myślę, że powodem jest nie tylko to, że można dość tanio znaleźć kwaterę i utrzymać się na dobrym poziomie, ale też sycylijski klimat. Studiowanie w takim miejscu daje poczucie, że równocześnie jesteśmy i w szkole, i na wakacjach. Polacy są tu lubiani, nie ma większych problemów kulturowych. Szybko uczycie się języka włoskiego i łatwo wchodzicie w kontakty.

Sycylia się starzeje, taki zastrzyk świeżej krwi bardzo by się tu przydał. Może polscy studenci tu zostaną?

To prawda, bardzo by się to nam przydało. Ale bądźmy realistami. Polska rozwija się dużo szybciej i oferuje znacznie lepsze warunki pracy dla młodych ludzi. I to jest tendencja, która raczej się nie zmieni. Jedyne co się może zmienić, to struktura pracy. Widzieliśmy to w czasach pandemii, gdy Palermo stało się światową stolicą pracy zdalnej. Sycylijski klimat i niskie koszty życia mogą nam pomóc przyciągnąć tych, którzy mogą pracę w swoich krajach wykonywać stąd.

A w takim razie kogo z Polski Sycylia do tej pory przyciągnęła?

Większość Polonii to wciąż Polki, które przyjechały kiedyś na Sycylię za miłością. Zazwyczaj zaraz po wejściu Polski do UE. Związały się z Sycylijczykami, urodziły tu i wychowały dzieci. Mamy dziś około siedmiu tysięcy stałych rezydentów z Polski. Dokładnych danych, rzecz jasna, raczej nie poznamy, bo w Unii Europejskiej mamy wolność przemieszczania się. Sporo osób, nawet jeśli tu pomieszkuje, nie zgłasza się do władz i nie ubiega o rezydencję.

Siedem tysięcy Polaków w prowincji Palermo? To niewiele. A jaka jest tendencja?

Polska społeczność się zmniejsza. Oczywiście sporo osób tu chce osiąść, kupuje domy. Ale ten szczyt osiedlania się Polaków za granicą, chyba mamy już dawno za sobą. Ci, co jako dorośli ludzie, dwadzieścia lat temu szukali tu pracy i lepszych warunków do życia, teraz zaczynają wchodzić w wiek emerytalny. Coraz częściej myślą o powrocie na jesień życia do Polski. Z tego samego powodu – starzejącej się polskiej społeczności, trzeba było w Palermo zamknąć polską szkołę. Bo dzieci tej pierwszej fali emigracji już dorosły, a nowych jest niewiele.

Jeśli nie działa już polska szkoła, to jakie miejsce jest centrum polskiej społeczności w Palermo?

Kościół. Działa tu polska parafia przy kościele św. Agaty, nieopodal dworca kolejowego, w centrum miasta. Ksiądz Jarek, który odprawia msze po polsku, daje polskiej społeczności oparcie i poczucie stabilizacji. Głęboka wiara to coś, co łączy Polaków i Sycylijczyków.

Konsul honorowy to bezpłatna praca wymagająca nieustannej gotowości do niesienia pomocy. Polacy sprawiają Panu kłopoty?

Główny problem długoletnich rezydentów to wymiana dokumentów, które tracą ważność. Chcą wylecieć do Polski na święta, a okazuje się, że w paszporcie minęła data ważności. Wielu z nich ma dokumenty włoskiej rezydencji, ale nie uprawniają one do wyjazdów zagranicznych. Wyrobienie nowego paszportu w Palermo to około dwóch miesięcy. Łatwiej już pojechać do Rzymu do konsulatu generalnego. Warto sprawdzać co jakiś czas swoje dokumenty, czy nie trzeba ich wymienić.

A jak Pan został konsulem w Palermo? Z tego co wiem, nie ma Pan polskich korzeni.

Nie, nie mam. Ale jako doradca finansowy pracowałem w Rzymie dla kancelarii, której klientem była Ambasada RP. Przygotowywałem umowy biznesowe dla polskich przedsiębiorców inwestujących we Włoszech. Gdy w 2009 roku zlikwidowano polski konsulat w Katanii, Sycylia pozostała bez polskiej placówki dyplomatycznej, co, z uwagi na odległość od Rzymu i zupełnie inną specyfikę tego regionu, zaczęło stanowić poważny problem dla polskiej społeczności. Zaproponowano mi stworzenie konsulatu honorowego w Palermo, co wiąże się oczywiście z zaszczytem, ale i mnóstwem obowiązków. A przypomnijmy, że konsul honorowy wypełnia te obowiązki bez żadnego wynagrodzenia. Dodatkowo wybrano mnie na Sekretarza Generalnego stowarzyszenia konsulów na Sycylii. Kieruję stowarzyszeniem zrzeszającym kilkudziesięciu honorowych dyplomatów z całego świata, rezydujących w Palermo. Wiem co się mówi o Sycylii, ale ja na brak pracy narzekać nie mogę.

Polski Konsul Honorowy na Sycylii Davide Farina z synem, Ruggiero

You may also like