Strona główna » Selfie w piekle. Czynny wulkan Ijen, Jawa, Indonezja. 

Selfie w piekle. Czynny wulkan Ijen, Jawa, Indonezja. 

edyta chrząszcz fotografEdyta Chrząszcz
6 minuty czytania

Wulkan Ijen przyciąga turystów niezwykłym spektaklem niebieskiego ognia i turkusowym jeziorem, ale za tym pocztówkowym widokiem kryje się dramat górników ręcznie wydobywających siarkę w toksycznych oparach.

Aby tam dotrzeć, trzeba stawić się pod bramą o pierwszej w nocy. Każdy turysta odbiera specjalną maskę chroniącą przed oparami siarki oraz czołówkę. Dalej zaczyna się podejście. Prawie trzy kilometry stromego szlaku, miejscami rozmokłego i śliskiego. Wchodzimy na 2300 m n.p.m., aby potem zejść 300 m w głąb krateru. W ciemności widać tylko snopy latarek i sznur ludzi ze światełkami. Początkowo, część rusza szybko, jakby to był wyścig. Po kilkunastu minutach wysokie tempo zbiera swoje żniwo. Ci, którzy wystartowali zbyt ambitnie, siedzą przy ścieżce i ledwo łapią oddech. Reszta idzie równo, krok za krokiem. Na krawędzi krateru krajobraz nagle się otwiera. W dół prowadzi wąska droga po ruchomych kamieniach, bez zabezpieczeń i wyraźnej trasy. Każdy krok trzeba stawiać uważnie. Na dnie czeka jedno z najbardziej niezwykłych jezior na świecie – turkusowe jezioro kraterowe, uznawane za największe kwaśne jezioro wulkaniczne na Ziemi. Ale jest tutaj też czynna kopalnia siarki. Z prowizorycznych rur wypływa gorąca, gęsta siarka, a z pęknięć w ziemi sączy się niebieski ogień. W półmroku wygląda to nierealnie, jakby ziemia oddychała ogniem i światłem.

Tymczasem od góry napierają kolejne grupy turystów. Przy krawędzi tworzy się tłum. Ludzie przepychają się, próbując podejść bliżej, zanim zniknie to widowisko. Te niebieskie płomienie, po które wszyscy tu przyszliśmy, gasną wraz z pierwszym światłem dnia, więc każdy chce zdążyć. Niektórzy traktują to miejsce jak scenę. Dla zdjęć przebierają się w fantazyjne stroje i ustawiają do kolejnych ujęć. Selfie w piekle musi być. Wokół unosi się zapach siarki, pod nogami chrzęszczą kamienie, a nad wszystkim cisza nocy miesza się z narastającym gwarem.

wulkan Ijen

Ale poza tą „sceną” dzieje się dramat ludzi. Dramat górników, którzy wydobywają z tych rur żywą, gorącą siarkę. Nie mają profesjonalnych narzędzi, tylko druty. Nie mają taśmociągów czy wagoników tylko stare wiklinowe kosze i prowizoryczne wózki. Z reguły nie są też wyposażeni w maski chroniące przed wdychaniem oparów. Czasem zakrywają się po prostu szalikiem. Po tym jak siarka znajdzie się w koszach – muszą ją wynieść na powierzchnie krateru na własnych plecach. Jednorazowo przenoszą zwykle około 70-90 kilogramów urobku. Zdarza się jednak, że najbardziej doświadczeni górnicy niosą nawet ponad 100 kilogramów. Kosze są zawieszone na bambusowym drążku opartym na ramionach.

wulkan Ijen

Droga z kopalni do miejsca ważenia ma około 3 kilometry, z czego najtrudniejszy odcinek prowadzi z wnętrza wulkanu pod górę. Wielu górników wykonuje taki kurs 2–3 razy dziennie. Po wyjściu z krateru, niektórzy przekładają kosze na prowizoryczne wózki, które nocą służą też do wwiezienia na szczyt zmęczonych turystów. 

Praca jest wyjątkowo ciężka i niebezpieczna, ponieważ odbywa się w oparach toksycznych gazów. Jest to jedna z najniebezpieczniejszych prac na świecie. Zapłata za kilogram siarki jest niewielka, ale i tak górnicy mogą zarobić najwięcej w regionie. Ceną tej katorżniczej pracy jest wiele chorób, a niewielu górników dożywa 50 roku życia. Ci, którzy już nie mogą podejmować się wielkiego wysiłku i tak schodzą do krateru, aby z gorącej siarki przygotować figurki do sprzedaży turystom. Mimo to kopalnia przy wulkanie Ijen jest jedną z nielicznych na świecie, gdzie siarkę nadal wydobywa się w tak tradycyjny, ręczny sposób.

fot: Edyta Chrząszcz

You may also like

Zostaw komentarz