Strona główna » Jańskie Łaźnie czyli na stoku bez tłoku 

Jańskie Łaźnie czyli na stoku bez tłoku 

Andrzej Dryszel
10 minuty czytania

Postanowiliśmy wyruszyć na narty do Czech i odwiedzić ośrodek Jańskie Łaźnie. Niekoniecznie bowiem trzeba wybierać Alpy czy Dolomity, by pojeździć dynamicznie, intensywnie, bez takiego tłoku jak w Polsce, no i za mniejsze pieniądze.

Zdecydowaliśmy się na pobyt w terminie od 18 do 23 stycznia, czyli w czasie ferii mazowieckich. Zależało nam na tym, by znaleźć stację narciarską ze sporą liczbą różnorodnych tras i położoną możliwie blisko Polski. Po przestudiowaniu różnych ofert wybraliśmy ośrodek Janske Lazne (czyli Jańskie Łaźnie). Bez kłopotu, na dwa dni przed przyjazdem, zarezerwowaliśmy przez internet dwupokojowy apartament z łazienką i dobrze wyposażoną kuchnią, wygodny i czysty, znajdujący się w pensjonacie  leżącym w odległości 10 minut spaceru od kolei gondolowej. Koszt czterech noclegów dla czterech osób wyniósł około 2200 zł (wyżywienie we własnym zakresie). Jeden złoty to ok. 5,75 koron.   

Miejscowość Jańskie Łaźnie leży po czeskiej stronie Karkonoszy, w odległości ok. 20 km od dawnego przejścia granicznego w Lubawce, (dojazd nie wymaga zakupu winiety). Już w 19 wieku było to znaczące uzdrowisko w cesarstwie Austro-Węgierskim. Z tamtych czasów pozostało sporo stylowych budynków, malowniczo rozrzuconych w górzystym terenie. Niestety, ten krajobraz trochę psują sześciopiętrowe, współczesne bloki.  

Podróż autem z Warszawy do Jańskich Łaźni zajęła nam, z nartami na dachu, niecałe sześć godzin, co oznacza, że z każdego miejsca Polski można tam dojechać w ciągu jednego dnia (spotkaliśmy np. turystów z Gdańska). Gdybyśmy, przykładowo, jechali na narty do Austrii, konieczny byłby już nocleg, co znacznie podniosłoby koszt podróży. Ruch samochodów w Jańskich Łaźniach jest ograniczony (informują o tym znaki przy wjeździe do miejscowości), co oznacza, że bez specjalnego zezwolenia wydanego przez lokalne władze, wolno tylko dojechać autem do miejsca zakwaterowania i tam bezpłatnie parkować. Warto o tym pamiętać, bo spotkaliśmy turystów z Polski, którzy opowiedzieli, że przyjechali tylko na kilka godzin na narty i za wjazd samochodem poza znaki zapłacili 2000 koron mandatu (ok. 350 zł). Do wyciągów narciarskich można zatem dojść pieszo, albo dojechać ski-busami, które kursują regularnie i punktualnie, acz trochę za rzadko (mniej więcej raz na godzinę).  

Nie ma kolejek do kolejki

Jańskie Łaźnie mają ok. 800 stałych mieszkańców, ale w sezonie zimowym ta liczba jest oczywiście znacznie większa. Język polski słychać dość często, toteż czescy włodarze, wychodząc nam naprzeciw, umieścili napisy po polsku w sklepach, hotelach, pensjonatach, restauracjach, przy wyciągach narciarskich – słowem, wszędzie tam, gdzie mogą one być przydatne. Jeśli chodzi o sklepy spożywcze, to znaleźliśmy jeden, czynny do godz. 19, w którym o 18.30 nie było akurat pieczywa. Podobno gdzieś był jeszcze drugi, ale nie trafiliśmy na niego. Wieczorami nie trzeba jednak pościć – w Jańskich Łaźniach jest pod dostatkiem restauracji i kawiarni, więc każdy może się najeść, nawet późnym wieczorem. Nie jest to jednak tętniąca życiem, rozrywkowa miejscowość. Wieczorami było tam cicho, spokojnie – i dopiero idąc rano na narty można się było przekonać, że turyści w tym roku dopisali. 

czerna hora narty

W Jańskich Łaźniach można korzystać z czterech głównych nartostrad wytyczonych na zboczach Černej Hory (1299 m.n.p.), skomunikowanych ze sobą trasami łącznikowymi. Dzięki temu zjeżdżanie jest urozmaicone, bo można wybierać różne warianty. Wszystkie te cztery nartostrady są czerwone, tylko górny fragment jednej z nich został zakwalifikowany jako czarny. Końcowe, krótkie odcinki trzech nartostrad mają zaś oznaczenie niebieskie.  

Najdłuższa trasa z Černej Hory liczy 2600 metrów. Taka długość wprawdzie nie może się równać na przykład z nartostradą z Kasprowego przez Goryczkową do Kuźnic (ok. 5 km), czy z Lolobrygidą w Szklarskiej Porębie (ponad 4 km), ale zapewnia należytą dawkę dynamicznej jazdy, a jednocześnie nie męczy na tyle, by trzeba się było zatrzymywać na stoku. Wszystkie trasy mają należytą szerokość i są prawidłowo wyprofilowane, a nartostrada prowadząca wzdłuż kolei gondolowej, w środkowej części rozszerza się wręcz do rozmiarów pola śnieżnego – i tam, moim zdaniem, przyjemność z jazdy jest największa. 

Wspomniana kolej gondolowa to najlepszy i najszybszy sposób dotarcia do miejsca, gdzie zaczynają się nartostrady. Ośmioosobowe wagoniki kursują często, więc nawet gdy chcieliśmy jechać na górę w godzinach szczytu (między godzinami 10 i 12), to nigdy nie czekaliśmy dłużej niż 12 minut (mierzone z zegarkiem w ręku). Zwykle czas oczekiwania nie przekraczał 6 minut, a po godz. 14 w ogóle nie trzeba było czekać i w wagonikach zostawało nawet sporo wolnych miejsc. Jeździliśmy jednak w dni powszednie więc niewykluczone, że w weekendy czas oczekiwania może być minimalnie dłuższy. Na górę, w mniej dogodny sposób można dostać się z Jańskich Łaźni także wyciągiem krzesełkowym, przesiadając się z niego na orczykowy. W ciągu dnia najlepiej raz wjechać do góry kolejką gondolową, a potem już korzystać z trzech wyciągów krzesełkowych i z orczykowego. Do nich w ogóle nie było kolejek, wjeżdżało się na bieżąco. 

Jańskie Łaźnie są należycie wyposażone w całą infrastrukturę, potrzebną narciarzom i turystom. Przy dolnej stacji kolejki gondolowej jest wypożyczalnia nart i sanek, serwis narciarski, instruktorzy, kasy, toalety, przechowalnia butów, sklep ze sprzętem. Są tam również krótkie orczyki na oślej łączce, dobre dla dzieci i początkujących.  Na szczycie Černej Hory znajdziemy dwie restauracje, toalety, sanki, leżaki (nigdy nie zdarzyło się, żeby wszystkie były zajęte). Tam także jest ośla łączka z krótkimi orczykami, a ponadto wyciąg taśmowy, idealny dla najmłodszych.  

Na jednym skipasie

Z Černej Hory można w bardzo ciekawy sposób dotrzeć do Peca pod Sneżkou, sąsiedniego ośrodka narciarskiego. Co kilka minut kursuje tam ciągnik gąsienicowy z przyczepą, w której mieści się 20 narciarzy. Jedzie dosyć szybko, buja się i podskakuje, więc taka przejażdżka to niezła zabawa. Potem czeka nas ponad dwukilometrowy, przyjemny zjazd na nartach przez las – i druga część podróży w przyczepie gąsienicowej, która dowiezie nas do Peca pod Sneżkou (cały przejazd – w cenie skipasu). Stosownie do nazwy, rozciąga się stamtąd piękny widok na Śnieżkę.  

W Pecu pod Sneżkou mamy do dyspozycji dwa wyciągi krzesełkowe i pięć orczykowych. Trasy są nieco krótsze niż w Jańskich Łaźniach, czerwone i niebieskie oraz jedna czarna, licząca zaledwie 500 metrów ale naprawdę stroma. Pojazdy gąsienicowe kursują tylko w jedną stronę, więc żeby wrócić do punktu wyjścia należy zjechać do ośrodka narciarskiego Javor. Nartostrady są tam na poziomie czerwonym, a korzystać można z dwóch długich wyciągów orczykowych. Z Javora autobus nr. 1 w ciągu pół godziny dowiezie nas pod dolną stację kolejki gondolowej w Jańskich Łaźniach. 

Jańskie Łaźnie narty

Cały ten rozległy kompleks narciarski: Jańskie Łaźnie – Pec pod Sneżkou – Javor objęty jest jednym wspólnym skipasem. Skipas trzydniowy dla osoby dorosłej kosztował 4250 koron, a dla seniora (osoby urodzonej nie później niż w 1963 r.) 3610 koron. Tyle zapłaciliśmy w kasie ale w internecie byłoby taniej: odpowiednio 3270 i 2780 koron. Trzeba też pamiętać, że te wszystkie ceny dotyczą szczytu sezonu zimowego. Ci, którzy będą jeździć na nartach po 8 marca, a trzydniowe skipasy kupią w internecie, zapłacą tylko 2560 koron (osoba dorosła) i 2180 koron (senior). 

Z nartostrad korzysta się od godziny 8.30 do 16 (wtedy są ostatnie kursy wyciągów i kolei gondolowej). Na dwóch trasach można zaś zjeżdżać przy sztucznym świetle, od godz. 18 do 21. Najlepiej rozpoczynać białe szaleństwo dość wcześnie, wjeżdżając koleją gondolową z Jańskich Łaźni na Černą Horę. Stamtąd, na przykład po godz. 13, można przejechać ciągnikiem do Peca pod Sneżkou – a narciarski dzień zakończyć na orczykach w Javorze. Taki harmonogram wynika z warunków panujących na stokach. 

Przed południem jeździ się najfajniej, bo śnieg jest jeszcze pokruszony ratrakami i wolny od lodu, ale później jest już trochę gorzej. Około godz. 13 większość nartostrad prowadzących z Cernej Hory jest mocno zjeżdżona nartami i przeważa na nich twardy, zlodowaciały beton. Niewiele tu pomaga praca armatek śnieżnych. Dla bardziej doświadczonych narciarzy nie ma to znaczenia, ale początkujący mogą odczuć różnicę. Wydaje się, że w Pecu pod Sneżkou, gdzie narciarzy jest zwykle mniej, panują nieco korzystniejsze warunki. Natomiast w Javorze trasy są po południu trochę lepiej nasłonecznione i mniej zalodzone, więc jazda sprawi nam większą frajdę. 

Więcej słońca

W czeskich Karkonoszach, tak jak i w polskich panuje dość surowy klimat, co oczywiście ma wpływ na śnieg. W Dolomitach, gdzie słońca nie brakuje, Włosi skutecznie sobie radzą z usuwaniem zlodowaciałego betonu z nartostrad – ale w Austrii już nie bardzo. Dlatego austriackie nartostrady są generalnie gorzej utrzymane od włoskich. A jak można ocenić trasy po czeskiej stronie Śnieżki? Cóż, po dwóch dniach zjeżdżania na tamtejszych stokach coraz wyraźniej czułem, że krawędzie słabo trzymają. Oddałem więc narty do naostrzenia (za 500 koron). Potem jeździłem dość intensywnie przez jeden dzień, a po powrocie do Polski zaniosłem narty do serwisu, prosząc o ocenę stanu krawędzi. – Są stępione, nadają się do ostrzenia – usłyszałem. Skoro jeden dzień intensywnej jazdy wystarczył, aby świeżo naostrzone narty znowu wymagały ostrzenia, oznacza to, że na trasach było trochę za dużo lodu. 

Uważam więc, że w Jańskich Łaźniach i Pecu pod Sneżkou najlepiej jeździć w pierwszej części dnia, a parę ostatnich godzin spędzić w sąsiednim Javorze. Bardzo prawdopodobne jednak, że w marcu, gdy słońce stoi wyżej, również i po godz. 13 wszędzie będą warunki dogodne do satysfakcjonującej jazdy. W każdym razie, jest tam tyle interesujących nartostrad, że każdy znajdzie stok odpowiedni dla siebie. 

fot: ośrodek Czerna Hora; Andrzej Dryszel

You may also like

Zostaw komentarz