Tajlandia – kraj tysiąca smaków i zapachów

Podróże

Tajlandia to bardzo duży i zróżnicowany kraj. Można wracać do Tajlandii wiele razy, odkrywając w niej nowe atrakcje i doznania.

Udekorowany kolorowymi światełkami tuk-tuk pędzi po zakorkowanych ulicach Bangkoku z dużą prędkością. Niczym wąż zwinnie wślizguje się pomiędzy stojące w długim korku samochody, rusza z rykiem silnika na światłach i ledwie wyrabia się na zakrętach. Trzymamy się kurczowo metalowych uchwytów i trochę się denerwujemy, ale kierowca zdaje się tym kompletnie nie przejmować. Prawdopodobnie zresztą nie słyszy nas przez muzykę lecącą z głośników na cały regulator. Z tymi błyskającymi lampkami i głośnym tajskim disko wyglądamy jak obwoźna dyskoteka. Ale, wbrew pozorom, nie zwracamy niczyjej uwagi. Takich pojazdów są w Bangkoku setki, poza tym Tajowie to niezwykle spokojna nacja i niewiele rzeczy jest w stanie wyprowadzić ich z równowagi. Uśmiech i pogodne usposobienie to ich cecha rozpoznawcza. Powinien o tym pamiętać każdy turysta, który wybiera się do tego pięknego kraju, bo w Tajlandii nie wypada żywo gestykulować czy podnosić głosu. Takie zachowanie jest uznawane za niegrzeczne, a zdenerwowanie to oznaka słabości. Jazda motorkiem z zadaszoną przyczepką to nie tylko używanie środka transportu, lecz atrakcja sama w sobie i koniecznie trzeba jej spróbować w Bangkoku, który słusznie nosi miano jednego z najbardziej zakorkowanych miast świata. Tuk-tuki są wymalowane na jaskrawe kolory, stuningowane neonami i ryczące rytmiczną muzyką. Jeśli turystów jest więcej i wynajmują kilka pojazdów, kierowcy często ścigają się ze sobą, żeby zabawa była jeszcze lepsza.

tajlandia korki bangkok
Korki w Bangkoku

Tajlandia – smak pieczonego skorpiona

Szalona przejażdżka tuk-tukiem kończy się na zatłoczonej, głośnej ulicy Khao San. Płacimy ustaloną kwotę i pojazd odjeżdża błyskając światłami i rozbrzmiewając kolejnym azjatyckim przebojem. Ceny tuk-tuków w Bangkoku są orientacyjne. To znaczy, że kiedy turysta podchodzi do kierowcy, żeby spytać o cenę, ten taksuje go wzrokiem żeby zorientować się, jak wysokiej kwoty może zażądać za kurs i podaje zazwyczaj kilkukrotnie wyższą niż powinien. Tuk-tuki są relatywnie tanie, cenę się negocjuje i ustala przed wejściem do pojazdu. To ważne, żeby uniknąć ewentualnych rozczarowań i kłopotów. Targowanie się wygląda jednak inaczej niż w krajach arabskich. Nie ma tu całego teatru słów i gestów jaki znamy z orientalnych bazarów Egiptu czy Maroka. Ale zasady są mniej więcej takie same, zazwyczaj za przejażdżkę zapłacimy mniej więcej połowę wyjściowej ceny i wszyscy będą zadowoleni.

tajlandia
Przejażdżka tuk-tukiem

Na Khao San jest kolorowo, radośnie, głośno, można kupić niemal wszystko, pójść na masaż, zrobić warkoczyki czy tatuaż. My przyjechaliśmy tu spróbować słynnego, egzotycznego ulicznego jedzenia. Na straganach piętrzą się błyszczące smażone skorpiony, larwy i chrząszcze, na szczęście tym razem nie widzę pieczonych tarantul, choć i one mają swoich wielbicieli. Robaki, smażone w głębokim tłuszczu, smakują zupełnie jak czipsy. Są chrupiące, lekko słonawe i całkiem smaczne. Skorpiony, jeszcze żywe, nadziewa się się na długi patyk i smaży w głębokim oleju, by zneutralizować jad. Przed podaniem przekąskę polewa się sosem sojowym i doprawia przyprawami. W smaku skorpion jest jak przypalone czipsy i bardzo trudno go pogryźć. Khao San to miejsce turystyczne, ale na zwykłych, odwiedzanych przez Tajów bazarach, do stoisk z robakami ustawiają się prawdziwe kolejki, a na torebkę ulubionych larw czy chrząszczy z niecierpliwością czekają nawet małe dzieci.

tajlandia
Nocna uliczna kuchnia, Tajlandia, Chiang Mai

Durian – owoc dla odważnych

Tajskie jedzenie uważane jest za najlepsze na świecie. Na straganach ulicznych czy w restauracjach spróbujemy Tom Yum – zupy w której mieszają się pikantne i kwaśne smaki, z aromatem ziół, przypraw oraz krewetek. Klasyczną potrawą jest Pad Thai – danie z makaronu smażonego w woku z mieszaniną sosu sojowego i rybnego z jajkiem, podawane z tofu, krewetkami albo kurczakiem. Popularną przekąską są Tod Mun Pla – placuszki z ryby maczane w ostrym sosie albo Sala Pao – bułeczki na parze z rozmaitymi nadzieniami. Na deser koniecznie trzeba spróbować Mango Sticky Rice – to słodkie danie z kleistego ryżu, świeżego mleka kokosowego i soczystego mango jest przepyszne. Wysokie temperatury i klimat sprawiają, że Tajowie najchętniej jedzą lekkie, soczyste dania albo po prostu same owoce. Na ulicy można kupić dopiero co zerwane ananasy, które sprzedawca na naszych oczach kilkoma sprawnymi ruchami obierze maczetą. Owoc siekany jest na kosteczki i wrzucany do torebki, z której można wyjadać go długim, ostro zakończonym patyczkiem, maczając w soli. Na lokalnym targu można kupić świeże pitaje – smoczy owoc ma kształt podobny do gruszki, intensywnie amarantowy kolor i pokryty jest łuskowatą skórką. To owoc kaktusa, który kwitnie tylko nocą, roślinę tę nazywa się więc królową nocy. Są też pyszne pomelo, słodkie jabłka cukrowe, aromatyczne papaje, i pokryte włoskami rambutany. No i oczywiście ukochany przysmak Tajów, król owoców – durian. Słodki Jezu, jak to śmierdzi! Któregoś razu byłam w Tajlandii akurat w samym szczycie sezonu zbiorów durianów i wszędzie – nad stoiskami na bazarach, sklepami i restauracjami unosił się ich charakterystyczny zapach. Trudno go opisać słowami, ale chyba najbliżej jest mu do woni męskiej szatni po ciężkim meczu, albo mdławego zapach onuc noszonych przez żołnierzy w ciężkim boju. Smród czuć już przez twardą, kolczastą skorupę, dlatego sprzedawcy pracujący przy stoisku z durianami chronią aparat powonienia maseczką, śmierdzące owoce tłuką kijem, żeby sprawdzić czy są dojrzałe i pakują w rękawiczkach. Linie lotnicze wprowadzają zakaz przewożenia durianów w bagażu podręcznym, a hotelarze twierdzą, że jeśli ktoś zje duriana w pokoju, to apartament trzeba wietrzyć przez tydzień. Coś w tym jest, bo są tu specjalne restauracje serwujące wyłącznie potrawy z duriana, w których wszystkie stoliki są na zewnątrz. Ale wielbiciele durianów mówią, że ten potworny smród to nic, bo durian smakuje wprost niebiańsko i wart jest wszelkich poświęceń! No cóż. Jak dla mnie jest jak budyń waniliowy z czosnkiem, ale słyszałam od jednej z turystek, że dla niej smakował… jak mysz. Podobno każdy odbiera smak duriana nieco inaczej, zatem nie ma rady – trzeba spróbować samemu.

durian tajlandia
Tajlandia słynie z durianów. W sklepie sprzedawczyni durianów sprawdza owoce

Tajskie wyspy – raj na ziemi

Smaki kuchni tajskiej są tak zróżnicowane jak jej krajobrazy. Celem wakacyjnych wojaży najczęściej są wyspy. Tajlandia jest dla Polaków bardzo tanim krajem, więc łatwiej niż gdzie indziej możemy pozwolić sobie na przykład na rejs jachtem, lub całodzienną wycieczkę ze spacerem po rajskiej plaży i kąpielą w cieplutkich wodach w dziewiczej zatoczce. Najpopularniejsze wyspy to: Krabi, Phuket, Koh Samui, Koh Phangan, Koh Lanta, Koh Ngai czy Koh Tao. Za najpiękniejsze uważa się wyspy Phi Phi, jedna z najciekawszych i najbliższych Bangkoku to Koh Sichang. Jest tam niezwykła, egzotyczna roślinność, piękne plaże i Judhadhut Palace – letnia rezydencja króla Ramy V. Phuket to z kolei jedno z najpopularniejszych miejsc na wypoczynek w Tajlandii. Przyjeżdżają tu turyści z całego świata, spragnieni słońca i dobrej zabawy imprezowicze, a także szukający bajkowej destynacji na podróż poślubną nowożeńcy. Dzięki przejściom drogowym, łączącym wyspę z lądem (najpiękniejszy i najstarszy most to Sarasin Bridge na północnym krańcu wyspy), oraz lotnisku, Phuket jest łatwo dostępna i przyciąga prawdziwe tłumy. Na plaży, w restauracjach i miejscach turystycznych nie jest więc cicho i spokojnie, jednak jeśli komuś hałas i zgiełk nie przeszkadzają w wypoczynku, wyspa jest warta odwiedzenia. Najpiękniejsze plaże na Phuket to Patong, Hat Surin i Kamala. Phuket ma górzysty charakter i w dużej części pokrywają ją lasy. Są tu setki hoteli i luksusowych kurortów, restauracje, muzea i świątynie. Na wyspie warto zobaczyć stare miasto Phuket i statuę Wielkiego Buddy. Ogromny, bo mierzący aż 45 metrów marmurowy posąg Buddy na szczycie góry Nakked jest symbolem wyspy.

tajlandia
Rejs na jedną w tajskich wysp

Niebiańska plaża

Wyspy Phi Phi uznawane są za najpiękniejsze wysypy Tajlandii. Położone między stałym lądem a Phuket, słyną z malowniczych wapiennych skał wyrastających wprost z morza, nieskazitelnej przyrody, urwistych klifów, bajecznych zatoczek i plaż oraz pięknej rafy koralowej. Największą i jedyną stale zamieszkaną wyspą jest Koh Phi Phi Don. Druga pod względem wielkości wyspa Koh Phi Phi Leh. To właśnie tu znajduje się zatoka Maya Bay uważana za jedno z najpiękniejszych miejsc w Tajlandii. Słynne zdjęcia stojących w lazurowej wodzie kolorowych łódek ze skałami w tle, widniejące często na okładkach folderów turystycznych, są robione właśnie tam. Faktycznie, śnieżnobiały piasek, turkusowa woda i wysokie na 100 metrów klify robią oszałamiające wrażenie. Maya Bay od 2000 roku, po premierze hollywoodzkiego hitu „Niebiańska plaża” z Leonardo DiCaprio, stała się celem tłumów turystów. Przy okazji zdjęć producenci filmu mocno naruszyli naturalny wygląd zatoki, usuwając wydmy i sadząc kilkadziesiąt palm. Po zakończeniu zdjęć próbowano przywrócić dawny wygląd plaży, jednak dopiero gigantyczne fale tsunami w 2004 roku dały jej naturalny wygląd. Plaża jest popularna do tego stopnia, że trzy lata temu władze Tajlandii zdecydowały o zamknięciu tego miejsca do czasu, aż odbuduje się rafa koralowa. Ponowne otwarcie zatoki jest planowane na czerwiec 2021 roku. To, że rajska plaża jest zamknięta nie znaczy jednak, że nie można odwiedzić Maya Bay. Z Phi Phi Don organizowane są wycieczki, podczas których odwiedza się Jaskinię Wikingów (Viking Cave), można snorkować na rafie, a następnie na zacumowanej w zatoce łodzi zjeść pyszną kolację i spać pod gwiazdami na pokładzie. Rano po śniadaniu jest czas na wizytę na Małpiej Plaży (Monkey Beach), na której można pokarmić dzikie małpki, a potem pływanie kajakiem lub snorkowanie. Koh Lanta ma z kolei piękne, szerokie plaże ciągnące się kilometrami i świetną infrastrukturę hotelową. Po wyspie można podróżować albo wynajmując tuk tuka z kierowcą albo tuk tuka lub skuter i kierować nim samemu. Warto dotrzeć do klimatycznego Lanta Old Town, spróbować przekąsek z ulicznych kuchni w Saladan i wybrać się na targ z lokalnymi przekąskami. Prawdziwie rajska jest Koh Ngai – maleńka wyspa niedaleko Koh Lanty – pusta, idealna na wypoczynek i relaks, leżenie na plaży i patrzenie na piękne widoki. W turkusowej wodzie można pływać, snorkować albo skusić się na rejs łodzią. Na wyspie jest kilka hoteli, nie ma dróg ani sklepów.

bankgkok
Wieczór nad Bangkokiem, Tajlandia

Różne oblicza Bangkoku

W czasie podróży do Tajlandii najpiękniejsze są kontrasty. Jednego dnia można relaksować się samotnością na niemal bezludnej wysepce, a następnego dnia trafić w samo serce tętniącego życiem Bangkoku – jednego z największych, najchętniej odwiedzanych i najludniejszych miast świata. Miasto oszałamia przestrzenią, niekończącym się lasem wieżowców i kakofonią dźwięków, zachwyca niezliczoną ilością smaków i zapachów. Pełna nazwa miasta jest najdłuższą nazwą ze wszystkich miast na świecie, znajduje się w księdze Rekordów Guinnessa. W języku tajskim liczy 139 znaków, w transkrypcji łacińskiej zawiera aż 169 liter. Sercem Miasta Aniołów jest historyczna dzielnica, w której znajdują się najcenniejsze i najciekawsze tajskie świątynie. Wat Pra Kaew to świątynia gdzie przechowywany jest najsłynniejszy i najważniejszy tajski posąg Buddy – Szmaragdowy Budda. Świątynia Wat Pho, nazywana Świątynią Leżącego Buddy, jest starsza niż sama stolica, powstała jeszcze przed powstaniem Bangkoku, na przełomie XVI i XVII wieku. Turystów przyciąga tu pokryty złotem posąg Leżącego Buddy. Mierzy 46 metrów długości i 15 wysokości wypełniając prawie całe wnętrze budynku. Mało kto zdaje sobie sprawę, że poza nim jest tu ponad tysiąc różnego rodzaju przestawień Buddy. Kolekcję sprowadził z Ayutthayi władca Rama I Wielki. Wat Pho to również świątynia sztuki tradycyjnego masażu tajskiego – znajduje się tutaj pierwsza szkoła założona w Tajlandii, która działa do dziś. Tuż przy Pałacu Królewskim jest klimatyczny Targ Amuletów, na którym można kupić posągi, biżuterię, antyki i dobrej jakości pamiątki. Stamtąd warto wybrać się na rejs promem pasażerskiem po rzece Chao Phraya. To rodzaj tramwaju wodnego łączącego odległe dzielnice miasta. Rzeka meandrująca przez serce Bangkoku jest niezwykle barwna i zatłoczona, pływają po niej dziesiątki mniejszych i większych statków. Jest jak autostrada, która pozwala omijać niekończące się korki z których słynie stolica Tajlandii. Można nią dotrzeć do najważniejszych zabytków miasta a także do linii Sky Train – szybkiego pociągu mknącego wysoko nad ulicami. Ponieważ trotuary Bangkoku są ciasne i zatłoczone, warto wznieść się nieco wyżej i popatrzeć na miasto z góry. Jednym z najbardziej niezwykłych przeżyć, jakiego tam doświadczyłam, było pływanie w basenie na 20 piętrze hotelu, z widokiem na ciągnący się po horyzont las wieżowców. Podczas zwiedzania miasta warto odwiedzić miejsce przypominające o dziedzictwie Jedwabnego Szlaku. Można tu poznać tajniki produkcji tego szlachetnego materiału. Najpierw są larwy, które żywią się liśćmi morwy – te żółte są charakterystyczne właśnie dla Tajlandii. Po 30 dniach larwa owija się kokonem, wylęga się z niego ćma, która składa na morwie jaja i wkrótce umiera. Potem gotuje się kokony i nawija na motek mokrą, jeszcze ciepłą nić. Nici trafiają na krosna, którymi, stukając miarowo, poruszają prząśniczki. Na końcu jest piękny, pachnący sklep z belami szlachetnego materiału. Taki właśnie sklep z jedwabiem znajduje się na terenie muzeum Dom Jima Thompsona. Posiadłość, pełen antyków pałacyk miejski skonstruowany z kilku mniejszych domów, to przykład tradycyjnej tajskiej architektury. Jim Thompson był amerykańskim biznesmenem, który pomógł ożywić tajski przemysł jedwabniczy w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. Przedsiębiorca, jeden z najsłynniejszych Amerykanów mieszkających w Azji, rozsławiał tajski jedwab na całym świecie, aż do chwili tajemniczego zaginięcia podczas wycieczki do Malezji. Podobno śmierć w wieku 61 lat przepowiedział mu wróżbita. Marka jedwabiu nazwana od jego imienia to jeden z najlepszych gatunków tego luksusowego materiału w Tajlandii.

tajlandia
Fabryka jedwabiu w Tajlandii

Życie toczy się na nocnym bazarze

Kiedy nad Bangkokiem zapada noc, budzi się zupełnie nowe życie. Choć na ulicach nie ma spieszących się do pracy businessmanów, korki wcale nie maleją. Znów jest tłoczno, a swoje działanie zaczynają nocne bazary. Niemal każde miasto w Tajlandii ma swój Night Bazar, a w Bangkoku jest ich kilka. Chatuchak Market jest jednym z największych na świecie weekendowych marketów, stoiska ma tu ponad 15 tysięcy wystawców ze wszystkich zakątków Tajlandii. Na JJ Green Market można polować na antyki, kupować stare płyty albo wpaść do baru w stylu retro z muzyką na żywo. Nocny market na Ratchada to jeden z ciekawszych bazarów stolicy. Setki kolorowych straganów oferują pamiątki, ubrania i akcesoria. Po zakupach można posilić się na stoiskach z pysznym i niedrogim tajskim jedzeniem. Na nocnych bazarach stoiska z reguły rozkładają się o 18-19 a zwijają koło północy. Sprzedawcy przekrzykują się, kierowcy tuk-tuków trąbią, właściciele ulicznych kuchni pichcą egzotyczne przysmaki, a dziesiątki turystów targują się zawzięcie – kupują ubrania, drobiazgi, dodatki, tandetne arcydzieła, lusterka ze słoniami, wachlarze, skórzane wyroby, a nawet lokalne robactwo w gablotkach gotowych do powieszenia na ścianę. Inne niezwykłe targowisko znajduje się w Maeklong pod Bangkokiem. Pomiędzy straganami, skrzynkami z owocami i warzywami kilka razy dziennie… przejeżdża pociąg. Kiedy powoli wjeżdża między budki, handlarze muszą szybko spakować towary i złożyć zadaszenia. Pociąg powoli przetacza się wśród kramów i tłumu kupujących. Gdy przejedzie – na targowisku błyskawicznie wszystko wraca do normy. Skrzynki z towarem znów lądują na torach, a handlarze i ich klienci wracają do targowania. Warto też wybrać się na Damnoen Saduak uważany za jeden z niewielu autentycznych pływających targów w Tajlandii. Powstał w długim na 32 kilometry kanale łączącym dwie rzeki – Maeklong i Tha Chin. Zamiast na straganach, towary sprzedaje się tu ze stoisk na nabrzeżu i przepływających łodzi. Można kupić owoce i warzywa, zjeść świeżo przyrządzone potrawy, zaopatrzyć się w pamiątki. Należy jednak pamiętać o targowaniu bo bazar jest atrakcją turystyczną i ceny są na nim wyższe niż w miejscach odwiedzanych przez Tajów.

tajlandia nocny bazar
Nocny bazar, Tajlandia

Sakrum i profanum

Nocne życie toczy się nie tylko na bazarach ale i w czerwonych dzielnicach. Patpong to jedna z najsłynniejszych dzielnic czerwonych latarni na świecie. Jest uważana za miejsce, w którym zaczęła się tajska kultura go-go. Została uwieczniona w filmie Łowca jeleni oraz w sekwencji pościgów z Jamesem Bondem. Na dwóch równoległych uliczkach, Silom i Surawongse Road, znajdują się dziesiątki oświetlonych neonami barów ze striptizem, w których można oglądać pokazy erotyczne i tańce na rurze. Obok rozrywek dla dorosłych jest tam popularny nocny targ. W dzielnicy znajdują się też kluby erotyczne z ladyboyami. To młodzi mężczyźni, wyglądający jak śliczne Tajki o nienagannych figurach. Tajlandia przez lata słynęła z seksturystyki i tematy cielesności nie są tu jakoś szczególnie wstydliwe. Dlatego także ladyboye, których sporo pracuje w branży turystycznej, kawiarniach czy hotelach, są otwarte/ci i można z nimi bez skrępowania porozmawiać na temat ich tożsamości i życia codziennego. W dzielnicy jest także Muzeum Patpong, prezentujące interaktywną wystawę obejmującą 100 lat historii dzielnicy. Ekspozycja udowadnia, że Patpong to coś więcej niż tylko kluby go-go i zakupy. Przez pryzmat tego miejsca pokazuje historię Azji Południowo-Wschodniej, zdradza, co zrobiła tam CIA i dlaczego David Bowie uwielbiał to miejsce. Tajlandia łączy w sobie sakrum i profanum, więc oprócz dzielnicy uciech należy też odwiedzić miejsca święte. Jednym z najciekawszych jest świątynia Wat Rong Khun, zwana Białą Świątynią. Kompleks położony jest w północnej części Tajlandii, kilkanaście kilometrów od miejscowości Chiang Rai, niedaleko granicy z Birmą i Laosem. Kryształowo-biała budowla jaśnieje już z daleka, kolor – nieskazitelna biel – ma symbolizować czystość Buddy. Budowla zachwyca bogatymi zdobieniami i misternie wykonanymi rzeźbami. Efekt potęgują błyskające w słońcu mozaiki oraz szkiełka. Autorem tego wyjątkowego projektu jest słynny tajski artysta Chalermchai Kositpipat, a prace trwają od 1997 roku. Inna niedokończona monumentalna budowla to Sanktuarium Prawdy w Pattayi, malowniczo położone nad samą Zatoką Tajlandzką. Budynek, w całości z drewna, jest przepięknie zdobiony, bogaty w rzeźby bóstw, motywy roślinne i astronomiczne. Świątynię wieńczy wieża, wysoka na ponad 100 metrów. Budowa Sanktuarium Prawdy rozpoczęła się w 1981 roku i nadal trwa, a odwiedzający mogą wejść do środka w kaskach budowlanych. Inna warta uwagi świątynia, oddalona od turystycznego zgiełku, ukryta wśród tropikalnej roślinności wysoko w górach, to Wat Phra That Doi Suthep – najważniejsza świątynia północnej Tajlandii. Prawdziwe cudo architektury, pełne złota i misternych ozdób, jest ważnym ośrodkiem pielgrzymkowym. Kompleks świątynny znajduje się na wzgórzu (na wysokości 1053 m n.p.m.), na które prowadzi 306 schodów (jest też płatna winda). Wspinając się na górę można podziwiać falującą balustradę, która stanowi uosobienie mitycznego węża Naga. Z tarasu rozciąga się wspaniały widok na stolicę północy – miasto Chiang Mai. Atmosfera jest podniosła, sprzyja refleksji medytacji – Tajowie wierzą, że złożono tu relikwie Buddy.

tajlandia
Modlitwa w klasztorze w Chiang Mai, Tajlandia

Przeczytaj także

Tajlandia rezygnuje z obostrzeń covidowych
Stary Dubaj – czar przeszłości w nowoczesnym mieście

Autor

Przeczytaj też

Menu