Tak. Promem, z plusem w postaci własnego auta, roweru i możliwości odwiedzenia fascynujących zakątków Skanii. Bez poczucia, że w turystyczny weekend w formule coolcation jest się uwięzionym w jednym, choćby najpiękniejszym mieście. Oprócz niego będę na plaży, w bajkowych zamkach i ogrodach, odwiedzę wioskę Wikingów.
Wikingowie czekają na mnie już w Trelleborgu, mieście do którego zjeżdżam z Piotrusia Pana, promu TT-Lines, będącego w istocie wielkim pływającym hotelem. Słynny fort wikingów zaledwie 1,5 km od portu – to fragment zrekonstruowanej osady z X-wieczną drewnianą twierdzą, otoczoną wałami ziemnymi, w której odbywa się co roku słynny festiwal Wikingów. Ale ich pozostawiam sobie na deser. Zwłaszcza że jestem dopiero co pośniadaniu a zaledwie kilkanaście kilometrów dalej jest szwedzka Riwiera.

Półwysep Falsterbo – coolcation na szwedzkiej riwierze
Drewniane domki pomalowane na tradycyjny, rdzawo czerwony kolor dominują jedynie w kameralnej osadzie Skanor, tuż przy marinie, gdzie dojeżdża się groblą przez malownicze rozlewiska. Czerwony pigment, produkt uboczny wydobywanej miedzi, tak mocno wrósł w szwedzką tradycję, że dziwne iż obok niebieskiego i żółtego nie widnieje na fladze tego kraju. Ale zjawiskowo wyglądają altanki plażowe na wydmach, rozciągające się na skraju szerokiej piaszczystej plaży. Chyba łatwiej wymienić kolory, na jaki nie są pomalowane.

Coolcation, modny ostatnio termin oznaczający wakacyjną ucieczkę od upałów na szwedzkiej riwierze ma jeszcze inne znaczenie. Nie ma tu, charakterystycznych dla polskich plaż parawanów, głośnej muzyki, namiotów z piwem, sprzedawców gofrów, popcornu i całego tego męczącego anturażu, kojarzącego się z wypoczynkiem w kraju. Warto zauważyć, że lipiec i sierpień to w Szwecji tzw. niski sezon. Coolcation ma w tym wypadku również wymiar finansowy.
Sezon na foki
Szwedzka riwiera to nie tylko 10 km piaszczystych plaż, kolorowe domki i ciekawe spoty dla wind- i kitesurferów i urokliwe nadmorskie miejscowości. Jest tu pole golfowe, latarnia morska i rezerwat przyrody Maklappen, najstarszy w Szwecji, założony na początku XX wieku. To swoiste szwedzkie ruchome piaski – duże wydmy stale zmieniają kształt i wielkość a linia brzegowa tego najdalej wysuniętego przylądka półwyspu nie jest stała.

Rezerwat można odwiedzać jedynie tylko przez 3 miesiące w roku (1 listopada-31 stycznia). Ale wówczas bez trudu można obserwować tu foki pospolite i szare w ich naturalnym środowisku. Często zatrzymują się w pobliżu i łowią ryby, bawią się ze sobą, odpoczywają lub pływają w zatoce. I, co najważniejsze dla obserwujących, nie są płochliwe. Ale poza tym terminem inny rezerwat z prawdziwym morzem wrzosowisk, po drugiej stronie latarni morskiej, to doskonałe miejsce dla obserwacji wiosennych i jesiennych wędrówek ptaków.
Najpiękniejszy Królewski Park Europy
Ponieważ na mój city break przypłynąłem do Szwecji z własnym autem, jeden dzień przeznaczam na zwiedzanie Skanii. Zanim nadejdzie czas na Kopenhagę, ruszam na północ do Helsingborga, oddalonego o kilkadziesiąt km od Malmö. Być może wystarczy mi czasu na przepłynięcie na duńską stronę cieśniny Sund, do zamku Kronoborg, gdzie rozgrywa się akcja szekspirowskiego „Hamleta”. Albo tylko rzucę nań okiem z tarasu Sofiero, letniej rezydencji szwedzkich monarchów, otoczonej królewskimi ogrodami.

Nazwa pochodzi od imienia księżnej Sofii Wilhelminy, żony przyszłego króla Szwecji Oskara II. To on w 1864 roku zakupił posiadłość w Helsingborgu jako letnią rezydencję dla swojej żony, nadając jej nazwę „Sofiero”, czyli „miejsce Sofii”.
Nieprzypadkiem otrzymały w 2009 roku tytuł „Najpiękniejszego Królewskiego Parku Europy”. Neorenesansowy zamek, trochę jak z bajek Disneya, z 15-hektarowym parkiem szczególne znaczenie zyskał dzięki królowi Gustawowi VI Adolfowi, który był zapalonym ogrodnikiem. Do dziś można podziwiać jego eksperymenty z aklimatyzacją roślin. Wiele gatunków sprowadzono z Azji i Ameryki Północnej, by sprawdzić ich odporność w skandynawskim klimacie.

Żałuję, że nie trafiłem tu w okresie kwitnienia rododendronów. Jest tu aż 300 ich odmian. To największa kolekcja w północnej Europie. Zwłaszcza widok z mostka, wiodącego do zamku na wąwóz, wypełniony kwieciem rododendronów, musi być obłędny.
Trafić na Stinga lub Norah Jones
Gdy patrzę na Wall of Fame w samym zamku, żałuję że nie było mnie tu na początku lipca, gdy w ogrodach koncertował Bryan Adams. Jego zdjęcie właśnie zawisło na ścianie ze sławami obok Stinga, Boba Dylana, Norah Jones i innych światowych gwiazd.
Przyjechałem tu za późno i wyjadę za wcześnie – ominie mnie Skane Food Fest, prawdopodobnie najlepszy festiwal degustacyjny w roku. To kulinarne eldorado w restauracjach, food truckach, odbędzie się na początku września w ogrodach i na zamku.

Ale na samo podziwianie ponad 10 tysięcy gatunków roślin tu nigdy nie jest za późno lub zbyt wcześnie. Ogrody Sofiero można go zwiedzać według kilku kluczy. Szlak rododendronowy narzuca się sam, ale można ruszyć szlakiem roślin chronionych, szlakiem ogrodów królewskich (ogród kuchenny to warzywa i zioła, ogród Małgorzaty to romantyczne kompozycje kwiatowe a ogród dziecięcy z roślinami edukacyjnymi), szlakiem roślin egzotycznych i kolekcjonerskich, szlakiem ekologicznym i bioróżnorodności czy śladem rzeźb – od tych klasycznych po nowoczesne.
Fontanna di Trevi i Hiszpańskie Schody w jednym miejscu
W drugim co do wielkości mieście Skanii więcej jest czarującego nastroju małego miasteczka niż wielkomiejskiej atmosfery. Od Kärnan, 35-metrowej XIII-wiecznej wieży, będącej pozostałością po średniowiecznym zamku, który niegdyś strzegł cieśniny Sund, kieruję się ku ratuszowi przy placu Stortorget, neogotyckiej budowli z końca XIX wieku, z wieżą zegarową i detalami przypominającymi zamki nad Renem, przekonuję się, że w zwiedzaniu czasem droga jest ważniejsza od celu.
Na tej drodze są XIX-wieczne schody. Ale jakie! Poprowadzone między basztami opadają ku alei, prowadzącej do nabrzeża. Widok jest tak zjawiskowy, że restauracja w baszcie wywiesiła kartkę: „Tu się je a nie podziwia widoki”. Bardzo przypominają te Hiszpańskie, w Rzymie, ale tu spokojnie można siadać i robić zdjęcia. Zwłaszcza że w tle mamy przepiękne, wychodzące ze ściany fontanny. Owszem, do Di Trevi im daleko, ale ta rzymska inspiracja sama się nasuwa.

Kawałek Australii w Helsingborgu? Proszę bardzo. To dwa budynki o niespotykanych kształtach, dziś centrum Dunkers, w którym mieści się galeria sztuki, wystawy poświęcone historii miasta, sala koncertowa i teatr oraz restauracja. Dunker Culture House zaprojektował Kim Utzon, syn Jorna Utzona — architekta, który był odpowiedzialny za stworzenie budynku opery w Sydney.
Interaktywnie z Wikingami Foteviken
Ta wioska pomiędzy Malmö a Trelleborgiem znana jest nie tylko w Szwecji dzięki odtworzonej z pietyzmem normańskiej osadzie z X wieku. Dziedzictwo epoki Wikingów przyciąga jak magnes nie tylko pasjonatów historii, ale także wielbicieli dobrej zabawy na świeżym powietrzu.

Wioskę zbudowano w miejscu, gdzie w czerwcu 1134 rozegrała się wielka bitwa. Przez skansen prowadzi ścieżka historyczna na której o mitach, legendach oraz codzienności wikingów opowiada nie tylko przewodnik ale również rzemieślnicy tworzący rękodzieło dawnymi metodami. Można tu wziąć udział w zawodach łuczniczych, obejrzeć starcie Wikingów, by potem spotkać się na pojednawczej uczcie w sali biesiadnej Valhalla, serwującej średniowieczne przysmaki. Jak dawniej, w wiosce wypieka się chleb wedle starych receptury, wyrabia przedmioty z gliny, żelaza, plecie tkaniny. To popularne miejsce jest regularnie odwiedzane są przez grupy rekonstrukcyjne między innymi z Rosji, Ukrainy, krajów bałtyckich oraz Polski).
W Foteviken – to wyjątkowy skarb skansenu – jest imponująca kolekcja zebranych z terenu Szwecji kamieni pokrytych runami, wizerunkami węży i smoków. Odczytane i przetłumaczone inskrypcje stanowią autentyczne świadectwo wikińskiej epoki.

fot: Jarosław Kałucki